„wzniecały tumany piasku. Kiedy piasek opadał, pokrywał grubą warstwą świeżo złożoną ikrę dorsza. To była główna przyczyna spadku połowów. Ale była jeszcze inna popyt na stokfisza zaczął spadać. Biedne kraje afrykańskie nie mogły już sobie pozwolić na import suszonej ryby, bogate kraje Europy odkryły inne, smaczniejsze ryby, zwłaszcza konserwy z rzadkich ryb oceanicznych. Pod koniec lat sześćdziesiątych na Lofotach złowiono już tylko 140 tysięcy ton dorsza, choć przy zakotwiczonej tam flocie można było bez trudu wyłowić dwa miliony ton. I chyba nie ma już nadziei, żeby się to kiedykolwiek zmieniło. Opustoszałe żerdzie, na których suszono niegdyś dorsze, opasują dziś cały Svolvaer jak zmurszały, umierający płot. Już tylko niektóre pachną tranem, słoną wodą i rybią skórą; większość przypomina kikuty uschniętych drzew.
Smutne to wszystko, ale dla lofockich rybaków kryzys nie jest czymś nieznanym. Sto lat temu, w drugiej polowie ubiegłego stulecia, zdarzyło się tu coś podobnego, choć na innym tle. Chodziło o to, że w fiordzie lofockim pojawiły się potężne na owe czasy i bardzo szybkie kutry o napędzie parowym. Ci, którzy po ojcach i dziadach przejęli płaskie, krępe krypy“(11)


naklejki ścienne |regały metalowe |Mapa Polski