„— Mam wszystko, co mi potrzeba. Tu w cieniu czuję się doskonale. Taki upał!
Dzierżawca, trzymając w wyciągniętej wzdłuż tułowia ręce gazetę, która dotykała żwiru, i drugą rączkę przyłożywszy do krawatu, zgiął się niemal wpół.
— Stokrotnie przepraszam, że nagabuję — szepnął po swojemu pobożnie. — Wszak się nie mylę, jeżeli zwracam się do pana łaskawcy per panie mecenasie Małżonka mi mówiła, że ten gość, który tylko co przyszedł, to znaczy pan, to adwokat
—Tak, wspomniałem o tym.
— Jak się cieszę, że możemy gościć u nas kogoś z warszawskiej palestry! — zawołał dzierżawca znowu takim namaszczonym szeptem, jak gdyby szło mu. o jakąś świętość; ale świętość — której czemuś się bał. W przeciwnym razie nie byłby patrzył takim macającym i wyczekującym wzrokiem. — A czy... a czy wolno wiedzieć dokładnie, w jakiej mianowicie filii prawniczej, w jakiej specjalności kodeksu prawnego pan mecenas prosperuje — szepnął dalej. ~
— O, o to panu chodzi Fuf. Co za upał!... Jestem specjalistą od spraw rozwodowych — i autor znów zaczął się wachlować kapeluszem.
Dzierżawca nalał mu do kieliszka wermutu. Po czym szczypczykami uchwycił kawałek lodu.
— Jeden kawałeczek, czy dwa — spytał już całkiem cicho.“(2)
<<<< - Dzień dobry panie
| - Ale dlaczego odnosi się >>>>